oto historie z kantem

Marzec 1, 2010

wielki ironiczny uśmiech narysowany na czole

Filed under: dyskursy kuchenne, tak po prostu — Tagi: , , , , — historiezkantem @ 5:42 pm

…bo już nie wiem, jak mam pisać, co by co niektórzy nie myśleli, że siedzimy z Kaśką pod kaloryferem i pijemy wódkę z żalu, łykając przy okazji słone łzy. Bo z tych trzech rzeczy tylko jedna jest zgodna z prawdą. Zgadnijcie jaka. (Przynajmniej w moim przypadku, lalala, znów mam siedemnaście lat.)

“Upodabniamy się do siebie. Ty chudniesz, a ja robię się wredna.” – powiedziała kiedyś Kasia, a ja – mili państwo – się z tym zupełnie nie zgadzam. Ja mam po prostu bogaty arsenał niekontrolowanych min, które błędnie są zazwyczaj odczytywane w kategoriach ironii/sarkazmu/wkurwienia. To wszystko. Jestem łagodną, dobrą i opanowaną istotą. Proszę łaskawie nie robić ze mnie potwora. (A… Ona ma w dupie twoje pozdrowienia – no to już było pomówienie, doprawdy!) Katarzyna z kolei wcale nie jest chuda… Ech. Jest. Tutaj akurat niczego dementować nie mogę.

(…) Ej, pogubiłam myśli! (eM.)

Luty 14, 2010

co się stało z Magdą D.? i inne stałe fizyczne

eM: Ja zaczynam…
Ka: A nie, bo ja!
eM: Ej! No oddaj! ._. (wyrywa laptopa) No to… Ej, no zostaw! Chcę zacząć w końcu! No, chciałam napisać o naszym ostatnim wypadzie. Ale. Ale moja wiedza na ten temat jest dość fragmentaryczna. W zasadzie zaczęłam tracić świadomość przy…
Ka: Nie “tracić świadomość” tylko usnęłaś!
eM: Ok, jasne, usnęłam, jak mawiają świadkowie, w sensie Ty. Chciałam napisać, że utrata świadomości zaczęła się już przy pstrykaniu Radkowi (tj. taksówkarzowi) zdjęć.
Ka: A nie przy udzielaniu WYWIADU?
eM: Ha, śmieszne. Bardzo dobrze wiesz, że wywiadu nie pamiętam. Tak samo jak nie pamiętam drugiego baru w lokalu, tego, że zaplątałam się w kable od… od – kurwa – czego?
Ka: Sprzętu jakiegoś. Tak, co by Cię całkiem pogrążyć, nie pamiętasz nawet tego, że użyłaś mojego płaszcza jako kołdry!!!
eM: Nie pamiętam, że spałam…
Ka: Ha! Ale jest tu ktoś, kto – bingo! – PAMIĘTA! Mam nadzieję że temu chłopcu, nie zostanie uraz do ładnych kobiet….
eM: Pamiętasz, bo nie piłaś z nami wódki przed wyjściem. (Tu następuje ostra wymiana zdań, kto ile może wypić, po ilu godzinach pracy i generalnie chyba chodzi o to, kto ma mocniejszą głowę. Polacy zawsze muszą się o takie rzeczy kłócić, jakby było o co.) A co do chłopca. Obie nie bardzo pamiętamy, co mu powiedziałam. Chyba go o coś posądziłam, chyba powiedziałam, że “wy wszyscy, chuje, jesteście tacy sami“. W każdym razie się mocno wkurwił. Aż uciekłam. To była ucieczka? Co to było w ogóle, że ja wyszłam?
Ka: Ja nie wiem, ja się nagle znalazłam na zewnątrz z telefonem przy uchu i prośbą, żeby Radek po nas przyjechał… Wulgarnie rozmawiamy, a miło było. Szczególnie lubię patrzeć jak szukasz śladów tej imprezy w sieci… ten wzrok!
eM: Jak dobrze, że Ty też masz jakieś “nagle”, wiesz? A jaki mam mieć wzrok, skoro bardziej niepamiętam niż pamiętam, a Ty mi mówisz o jakiejś kamerze, o tym, że byłyśmy rozgadane? (śmiech)
Ka: Żaden TVN w sumie, tylko panowie z zespołu (Maqama), bo rozkręciłyśmy imprezę. A Wrocławski Kasiek gdzie wtedy był…?
eM: Wrocławski Kaśku, gdzie wtedy byłaś? Ja nie wiem, ale byłyśmy we trzy, prawie zawsze.
Ka: Poza momentem, kiedy my znalazłyśmy się na mieszkaniu, a ona nie (głupio wyszło, ja też przepraszam).
eM: Tak. Ale to już do prywatnych wyjaśnień i innych maili.
Ka: Fajny ma głos! (Grzegorz! Radio! Radio! Radio!)
eM: Przecież wiem, słyszałam. I och, i ach, haha.
Ka: Dobra, bo będzie że się zachwycam. W dodatku przedwalentynkowo. Co mi jutro dasz?
eM: Ale śniegiem napierdala…
Ka: Subtelna zmiana tematu, ale czy ja nie mam racji? Spytaj Fufatcha! On już mnie pozdrawia przez Ciebie jako oficjalną partnerkę, a Ty nic mi nie chcesz dać. Foch! I nic, że to oficjalna nieprawda jest.
eM: Skoro to oficjalna nieprawda, to ja Ci może kupię oficjalny nieprawdziwy prezent, co?
Ka: Może być. Znajdź sklep z talentami i kup mi umiejętność zapominania. I radzenia sobie, co?
eM: Ja myślę, że Ty już to masz. Dobra, nie popadajmy w marazm. Ej, tak sobie pomyślałam…
Ka: Kiedy następna impreza? (śmiech)
eM: Nie. (śmiech) Pomyślałam sobie, że Ty w sumie strasznie dużo kryminałów czytasz. Dlaczego nie popiszesz trochę recenzji?
Ka: Dla kogo? Kto by czytał to, że ja lubię jak inni mają gorzej?
eM: Myślę, że ktoś na pewno. To in-ter-net, kobieto! A jakbyś trochę popisała, to może bym Ci pozazdrościła i wzięła się w końcu za robotę. W końcu recenzje to moja broszka.
Ka: A tu Cię mam… Więc w ramach rewanżu napisz trochę pracy magisterskiej, może ja bym Ci pozazdrościła.
eM: A, emgieerka. Ja piszę! Pi-szę! Aż wióry lecą!
Ka: Uhm. Lecą. Jakieś tasiemce u Ciebie w pokoju. [Friends]
eM: No przecież nie lec…
Ka: On uciekł! (O nim nie piszemy, to tabu.)
eM: Ale śniegiem napierdala… Przyniosę drugą Warkę.
Ka: To ja monologowo. (Soku mi daj tam!) Powiem, Tobie, Wam, czytacze nasihfyjf,jdffxhd.
eM: I tą złotą myślą kończymy. Tak po prostu.
Ka: W pół zdania. W pół kropki. Kończymy tak, jak faceci z nami. (śmiech, lol i rotfl)

Styczeń 19, 2010

prawie w drzwiach

Filed under: :D, dyskursy kuchenne — Tagi: , , — historiezkantem @ 11:20 pm

M.: Dobra, idź, bo się spóźnisz na autobus.
K.: I chuj! Wtedy się zwolnię. Na zasadzie: “Halo? Spóźniłam się na autobus. A tak poza tym to się zwalniam. Spierdalajcie. Radźcie sobie sami.
M.: Aha… Eee… Idź już.

Styczeń 18, 2010

O dyskursach kuchennych bez osoby drugiej

Filed under: dyskursy kuchenne — Tagi: , , , , , — historiezkantem @ 11:31 pm

Katarzyna napaliła się na Vloga. W związku z tym ciągle słyszę “muszę załatwić tę kamerę!”, “jakbyśmy miały już tę kamerę, to byśmy to nagrały!”, “no nie, powinnyśmy mieć teraz kamerę!”. Czuję się rozczulona jej entuzjazmem. Jeśli chodzi o zachwycenie pomysłem, już trochę gorzej. Sama Katarzyna stwierdziła, że pewnie będę jojczeć, że nie, wyłącz to, nie kameruj mnie, no weź. Nie przeczę. Może wpadać mi do pokoju, budzić, pakować się do łóżka, nazywać mnie mężem (e, nie, tego nie może, ale ciągle to robi, w ogóle nie reaguje na to, że mogę być jej co najwyżej partnerką, nie chcę być mężczyzną, proszę, niech nikt mnie na to nie skazuje) i tarzać się w pościeli. Ale nie wiem jak zareagowałabym na kamerę. Ja jestem taka nieśmiała. I nie lubię swojego nagranego głosu… Ale! No przecież jak będzie już ta kamera (o ile!) to zabawą nie pogardzę. Szkoda, że nie będziemy mieć jej we środę. Szykuje się wieczór alkoholowy z ludźmi, których jeszcze nie znamy. Yay! (Ach, oficjalnie piszemy swoje prace magisterskie, ok?)

(Aj, bo musiałam trochę podebrać jej treści. Bo jest w niemocy twórczej. Tylko jej robienie coś z życie w głowie. Daję słowo. Ona jest dużo starsza, tylko jej rodzice tego nie powiedzieli z litości. Albo to ja jestem dużo młodsza. [...] Tak, to pewnie ja.)

(M.)

Styczeń 12, 2010

Filozoficzne rozważania na temat mechanizmów rządzących statystykami

M: Nie podoba mi się to. No nie podoba. Te statystyki nasze. Jesteśmy do dupy*…

K: Musimy w końcu dodać coś razem.

M: To może ten dialog o wyobraźni i łóżku?

K: Nie, to musi być coś śmieszniejszego.

M: Dodajmy cycki. Taka jest prawda. Są cycki, są zadowalające statystyki.

K: Tak… Wrzuć. Chyba swoje. Moje są za duże, nie zmieszczcząąąą… (W tym momencie Kasia Katarzyna wzięła się i wyjebała na walizce, co to służyła jej jako stołek. Bardzo chciałabym Wam pokazać to widowiskowe zajście, ale nie mam warunków. Przykro mi. – M.)

M: No i cię pokarało. Się czepiłaś tych rozmiarów. A mówiłam wielokrotnie – basta! dość!

*(Z tym byciem do dupy to tylko taka ściema, bo naprawdę jesteśmy zajebiste. I mamy cycki.)

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.