Magdalena:
Na pierwszy ogień, bo przecież starsi mają pierwszeństwo. Dwadzieścia cztery lata z naiwnością większą niż ustawa przewiduje, z dobrocią niegodną tego świata. Od niedawna bóg sprywatyzowany. Mężczyzn trzymam na dystans, a jak nie trzymam to trafiam na nieodpowiednich, co kończy się czasem rzucaniem przedmiotami kuchennymi.
Z Katarzyną zapoznanam jakiś czas temu (Dzięgiel! Ile?!), zapoznanam na tyle, że ja wyrzucam śmieci, a ona zmywa naczynia w zgodzie z naturalnym biegiem codzienności. Symbioza niemalże doskonała, chyba że chodzi o Cisowiankę, co to się razu pewnego stała kością niezgody. Uczy mnie życia, dzięki niej wiem, że jest coś takiego jak PIT i że nie jestem ubezpieczona od nieszczęśliwych wypadków. Wielki to skarb, daję słowo bez bicia.
Katarzyna:
Na drugi rzut, bo na jakość się czeka. Młodsza o dwa miesiące, panna zodiakalna – ma nadzieję, że nie dozgonna. Kobieta ze stali, odporna na ból, poparzenia, spadające skrzynki. Nielincencjonowana czarodziejka, z czterech żywiołów opanowałam już dwa, zalałam mieszkanie i niemalże je spaliłam. (Hubert chwała Ci za ratunek!) Jeżeli chodzi o mężczyzn, powodzenie to jest, ale szczęścia w miłości za grosz.
Z Magdaleną pomieszkiwanie rozpoczęło się od piwem zakrapianego spotkania.(znamy się siedem lat, mieszkamy od dwóch, Cudaku!) I tak to już od piwa, przez wódkę, koniak i nalewkę, po zajebiste drinki (Magda, kiedy?!). To dzięki niej potrafię powiedzieć „nie”, panuję nad tym, żeby się nie rozsypać na beton, a także pokochałam dr. House’a, czasem spoglądam na daty ważności i i i …
