oto historie z kantem

Kwiecień 29, 2010

Niech sobie pan dr Dunkan te swoje proteiny…

Filed under: tak po prostu — Tagi: , , , , , — historiezkantem @ 12:59 pm

Jeszcze dieta dobrze się nie zaczęła, a mi już włączyło się narzekanie. Że nie można bananów, że cukier to zło, że węglowodany to diaboł wcielony, że mleko odtłuszczone 0,0 % do kawy dolewam, że frytek nie można, że chipsy w odstawkę, że alkohol to Z DALEKA mogę tylko oglądać! Jakby rzeczywiście było mi potrzebne zrzucenie dziesięciu kilogramów, jakby jogging o wschodzie słońca był czymś niewystarczającym. Tylko że mam potrzebę się czymś zająć, by ustabilizować czas, by magisterka nie była jedyną niewygodą, która mnie dotyka lepkimi jak konieczność mackami. Mam potrzebę motywacji i efektów. O tak!

Bo życie nie jest warte tego, by odczuwać żal. Jak to mówią – Alleluja i do przodu.

- eM(inencja)

Kwiecień 16, 2010

“This world is spinning and turning and my head is full of learning”

Filed under: tak po prostu — Tagi: , , , , — historiezkantem @ 7:14 am

Permanentny problem ze snem mam. Najpierw przez dwa tygodnie nie dosypiałam, by po “wesołym jezusku” popaść w totalną skrajność i poświęcać na sen 1,5 – 5 godzin na dobę. W połączeniu z biegami o 5:30 i alkoholem (wódą! nie nazywajmy tego ładnie) moja mała rzeczywistość zrobiła ze mnie wrak. Ach, nie zapomnę wspomnieć o dziesiątkach wypalonych papierosach i moich zasysających dym niepalących płucach. Przez ostatnie dni natomiast poddaję się niekontrolowanym napadom snu – jedna nieuważna sekunda za długo przy zamknięciu powiek i sru! nie ma mnie, biegnę po łące marzeń sennych, a gdzieś w wyimaginowanym akwarium zdychają rybki i rozpuszczają się w wodzie jak w kwasie. Więc czas z tym skończyć. Wrócić do niespania. Ale pobawić się w odwyk od… od niemal wszystkiego. (Wyłączając Ras Shamrę, bo nie pozbędę się swoich trzech osobowości. Nie ma mowy. Potrzebuję tego.) Bo w tym całym rozgardiaszu istoty szarej nie ma miejsca na pisanie pracy magisterskiej. A obronić się muszę. I chcę. Więc? Więc!

A Kasia Katarzyna aka Jessica miła jest i cierpliwa. Znosi moje zdychanie na stole kuchennym, słowa złego nie powie na ponadgodzinne zbieranie się do życia. Żelki sprezentuje, banany. (Ale to chyba za wywalone w kosmos naleśniki kakaowe z musem bananowo-kawowym.) Wiele dobra jest w tym naszym studenckim mieszkaniu. Jeszcze trochę, a ja zostanę Matką Miłosierdzia, a Jessica zainstaluje się w Kalkucie. (I w tym chyba nie mieszczą się – czasem – bardzo niepochlebne i szydercze zdania o pewnych panach albo panach w ogóle.)

Ach! Ach! I jeszcze kilka polecanek chaotycznych.

The Kinks – album Arthur
500 days of Summer!!! (o tym kiedyś więcej)
Shutter Island
6 feet under
Ślepowidzenie
banany z kawą na śniadanie

A od prozy pana Jacka Piekary proszę trzymać się z daleka. Przeczytałam wystarczająco dużo, by móc napisać ostrzeżenie z pełną odpowiedzialnością. Ostatnim samobójem były Alicja i Alicja i Ciemny Las. Nie zniosłam. Porzygałam się z przemetaforyzowania.

Chyba sobie zrobię frytki na śniadanie.

- eMinencja

Kwiecień 2, 2010

“Aai Aai Aaj I am your Butterfly”

Filed under: akcja, dupa, tak po prostu — Tagi: — historiezkantem @ 4:55 pm

Biorę i pomaga, Jessico.

Chociaż nie. Może jednak nie. Przy rewelacyjnych ripostach musiałabym przyznać, że na niektóre brakowało mi kontry. Komunijne chipsy (a raczej te inne) wyprowadziły nas na drugi koniec miasta, a nie chciałabym wracać do tej traumatycznej wręcz podróży. A twister… Ojoj, jak zwykle kompromitujący. (“Kręć, kręć! A nie robisz zdjęcia!”, “Już nie mogę!”, a na pewno znalazłby się w twisterowych wypowiedziach i subtelny komentarz: “Kurwa”.)

Bo czy da się to opisać?

(Ciiii, załóżmy, że nie.)

To pisałam ja

- eMinencja.

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.